Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shop. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

*9. "...błysnęły kły..."

♥ Jakby nie patrzeć, długo zastanawiałam się, komu zadedykować rozdział. I w końcu padło na Ciebie, Niki. Chcę Ci tym podziękować za te wspaniałe życzenia, które mi złożyłaś. Gdy je przeczytałam, od razu mi się cieplej w serduchu zrobiło, a na usta wypłynął głupi uśmiech *,* Takie drobne z pozoru rzeczy są człowiekowi potrzebne, by podtrzymać go na duchu. I ty to zrobiłaś i dziękuję Ci serdecznie za to. ;*



"Najgorszym więzieniem jest przeszłość"


~~*~~*~~*~~*~~

~~ Bella ~~

    Alex wypatrzył jakiś plecak w jednym ze sklepów, obok których przechodziliśmy, więc weszliśmy do środka. Chłopak podszedł do stolika z torbami, a ja przechadzałam się między stojakami z wieszakami i oglądałam bluzki. Nikogo przy mnie nie było. Właśnie miałam iść przymierzyć jedną z koszulek, więc odwróciłam się, lecz nie zrobiłam nawet jednego kroku, bo wpadłam na wysokiego, ciemnowłosego chłopaka.
    - Och, przepraszam. Nie zauważyłam cię - zmieszałam się.
    - Nic się nie stało - uśmiechnął się, a w promieniach słońca, błysnęły kły.
    Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Chłopak złapał mnie w pasie tak, że stałam tyłem do niego. Krzyknęłam, lecz już po chwili zasłonił mi usta dłonią, więc głos uwiązł w gardle. Pociągnął mnie w kierunku przebieralni. Nie miałam pojęcia, co zamierzał zrobić, ale to na pewno nie było nic dobrego. Starałam się więc wyswobodzić z jego ramion, które skutecznie uniemożliwiały mi ruchy rękami. Przezorny zawsze ubezpieczony, ale nie tym razem. Ja nie miałam aktywnej mocy, której mogłabym użyć przeciw niemu. Więc zamiast magią, posłużyłam się siłą swoich nóg. Wierzgałam, kopałam, choć niekoniecznie trafiałam w niego. Przewróciłam za to stojak i chyba to zaalarmowało Alexa. Przybiegł do nas i od razu rzucił się na Wampira. Ten wypuścił mnie z rąk. Poleciałam na bok. Uderzyłam głową w róg ściany. Na szczęście nie straciłam przytomności, co dobrze wróżyło. Spojrzałam na bijących się. Alex leżał na plecach i szamotał się z siedzącym mu na brzuchu Krwiopijcą. Nieznajomy uderzył Alexa w twarz. Był to mocny cios, jak na Pijawę przystało, bo z nosa chłopaka pociekła czerwona ciecz. Wampir zmarszczył nos i zmrużył oczy. Przez jeden malutki ułamek sekundy zdekoncentrował się, jednak to dało minimalną przewagę Alexowi. Ale wiedziałam, że w każdej chwili może się to zmienić. Próbowałam wstać, by pomóc przyjacielowi, lecz zakręciło mi się w głowie i przez chwilę nie mogłam nic zobaczyć, a w uszach słyszałam tylko szum.
    Gdy w końcu odzyskałam wzrok, zobaczyłam skrępowanego przez pnącza Wampira, leżącego pod przewróconymi stojakami na ubrania. Alex stał nad nim z uśmiechem na ustach. Był z siebie dumny. W końcu miał z czego. Niecodziennie można spotkać Wampira i pokonać go. W pojedynkę.
    Chłopak spojrzał na mnie. Wampir, korzystając z okazji, zalśnił i deportował się. Alex podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
    - Wszystko ok? - zapytał z troską.
    - Tak. Fajnie jest mieć moc, która nie działa, gdy się tego potrzebuje - odpowiedziałam sarkastycznie. Byłam zła na siebie, bo nie pomogłam chłopakowi. A gdyby mu się coś stało? Nie wybaczyłabym sobie tego. - Czemu nie mogłam przewidzieć tego ataku? - Wkurzona otrzepałam spodnie z pyłu.
    - Może dlatego, że decyzja zapadła tuż przed atakiem? - zasugerował. Wzruszyłam tylko ramionami. Jakoś nie miałam ochoty roztrząsać tej sprawy. Wolałam na razie obrażać się na swoje magiczne zdolności. O tak, w tamtej chwili każdy milimetr mojego jestestwa był dziecinny.
    Jeżeli myślałam, że atak Wampira był czymś tragicznym, to się grubo myliłam. Dopiero potem rozpoczęło się piekło. Sprzedawczyni zadzwoniła na policję, więc musieliśmy złożyć zeznania. Na szczęście mogliśmy to zrobić na miejscu, a nie na komisariacie. Gdy przyjechała właścicielka sklepu, zaczęła się odgrażać, pytać, kto zapłaci za wyrządzone szkody - których, nawiasem mówiąc, nie było zbyt dużo. Policjant uspokoił ją, twierdząc, że jeżeli była ubezpieczona, nie poniesie żadnych strat. Nieco się uspokoiła, ale dopóki nie wyszliśmy, patrzyła na nas spode łba. To nie były przyjemne zakupy, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
    Przed domem stanęłam około dziesiątej. Wiedziałam, że nikogo w nim nie było. Po pierwsze, w żadnym z okien nie świeciło się światło, a po drugie, rodzice już dawno poinformowali mnie, że zostaną na noc u swoich przyjaciół gdzieś na drugim końcu Włoch.
     - Wejdziesz? - zaproponowałam błagalnym głosem. Alex pokiwał tylko głową.
    Nie byliśmy głodni, od razu poszliśmy do mojego pokoju. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Jakoś żadne z nas nie kwapiło się do rozpoczęcia rozmowy.
    - Zostaniesz? Nie chcę być dzisiaj sama - szepnęłam, przerywając ciszę.
    - Dobrze - uśmiechnął się.
    Poszłam szybciutko do łazienki, wzięłam prysznic, by choć trochę zmyć pot i zapach Wampira, przebrałam się, a gdy wróciłam, wskoczyłam pod kołdrę. Po chwili dołączył do mnie Alex. Przytuliłam się do niego i życzyłam mu dobrej nocy.
    Myślał, że śpię, bo inaczej by tego nie zrobił, ale nie mogłam zasnąć. Wciągnął głośno powietrze, rozkoszując się moim zapachem.
    - Ty tego nie wiesz, ale ja nadal cię kocham - szepnął i pocałował mnie w czubek głowy. Moje serce na chwilę zapomniało, co ma robić. Co on przed chwilą wyznał?
    Pragnęłam wykrzyczeć, że ja też go kocham, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. W końcu "spałam". A poza tym, z jakiegoś powodu nie chciał mi tego powiedzieć, prawda? Miał jakiś powód, by to ukrywać.
    Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. Głupkowaty uśmiech malował mi się na twarzy, ale on nie mógł go zauważyć, bo ukryłam głowę w jego koszulce, wdychając tak znajomy mi zapach.


~~ Alice ~~

    Babcia zaczęła opowiadać o swoim mężu.
    - Edward Castle był przystojnym, młodym mężczyzną. Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał krótkie, blond włosy, stalowe tęczówki, które zmieniały swoją barwę na pomarańczowy, gdy używał swojej mocy. Władał ogniem. Piękne, ogniste róże potrafił wyczarować. Uwielbiał życie Zmiennokształtnego. Był taki pomysłowy. Nie potrafił usiedzieć na miejscu kilku minut w ciszy. To on zawsze dostawał od nauczycieli burę za gadanie nie na temat. On i Emmet właśnie tacy byli. Emmet Dark, twój dziadek Damien. Edward i Emmet byli nierozłączni. Po prostu bracia. Tylko figle im były w głowie. Mimo, że nie uczyli się prawie wcale, zawsze znali odpowiedź na każde pytanie. Śmiesznie razem wyglądali. Jeden blondyn, drugi szatyn. Jeden miał oczy koloru stali, drugi barwy szmaragdu. Obaj wysocy, wysportowani, a za każdym razem ubierali się w wyjątkowy sposób. Jeśli Edward miał niebieską koszulkę i czarne spodnie, to Emmet nosił czarną koszulkę i niebieskie spodnie. Za każdym razem, gdy wcielali w życie jeden ze swoich planów, cała szkoła od tego huczała i wiedziała, że to właśnie nowa sztuczka Castle'a i Darka. Edward lubił eliksiry i kochał eksperymentować. Razem z Emmetem tworzyli swoje magiczne wyroby cukiernicze i rozprowadzali je po szkole, ale i okolicy, w której mieszkali. Nawet po ślubie został mu ten eliksirowy bzik. I to go niestety zabiło...
    - Za...zabiło? - zapytałam.
    - Tak... Pewnego wieczora, gdy eksperymentował w garażu, wsypał czegoś za dużo do kociołka; eliksir wybuchł mu prosto w twarz i pokrył całe jego oblicze, szyję i klatkę piersiową bąblami z jakimś dziwnym, zielonkawym płynem. I w wyniku tego zmarł... Twoja mama miała wtedy trzynaście lat i wszystko widziała. Od tamtej pory ma wstręt do magii. Nie chciała nawet iść do szkoły, ale jakoś ją do tego namówiłam. Wiedziałam, że nie była szczęśliwa, ale gdyby nie przeszła szkolenia, również by umarła. Zabiłaby ją przemiana. Gdy tylko skończyła szkołę, odcięła się od magicznego świata, przestała praktykować magię, nie spotykała się ze swoimi przyjaciółmi ze szkoły. Nawet mnie nie odwiedzała. Gdy urodziłaś się ty, bardzo przeżywała to, że również możesz być Zmiennokształtną. Miałaś pięćdziesiąt procent szans, by odziedziczyć po niej magię. I stało się. Dobrze, że namówiłam ją do tego, by ci pozwoliła iść do szkoły. Gdyby nie to, pewnie nie dowiedziałabyś się przed czasem, kim jesteś, a przemiana zabiłaby i ciebie.
    - To straszne - szepnęłam. Teraz, gdy rozumiałam motywy postępowania mojej mamy, nie mogłam się na nią gniewać. Nie mogłam być na nią zła, bo sama nie wiedziałam, jak zareagowałabym w takiej sytuacji. Pewnie moje decyzje byłyby podobne. - Czemu mi o tym nie powiedziałaś wcześniej? - zapytałam.
    - Nie miałam okazji, poza tym, musiałam uszanować wybór twojej matki. Lecz teraz, gdy już wiesz o magii nie było sensu tego przed tobą ukrywać. Lepiej, że dowiedziałaś się tego ode mnie, niżbyś miała to usłyszeć od kogoś innego, kogoś, kto mógłby nie znać całej prawdy.
    Pokiwałam delikatnie głową. Więcej nikt się nie odezwał. Siedzieliśmy w głuchej ciszy. Jedynym dźwiękiem, jaki było słychać, to tykanie zegara wiszącego na ścianie.


~~ Becky ~~

    Do mojego pokoju weszła Maya. Miała nieprzenikniony wyraz twarzy i twardo patrzyła mi w oczy. Podeszła do łóżka i stanęła naprzeciw mnie.
    - Może usiądziesz? - zaproponowałam uprzejmie, choć nie zanosiło się, by ta wizyta była miła.
    Pokręciła głową.
    - Ja wiem, ty jesteś lepsza ode mnie. Ale nie rozumiem tego do końca. Najpierw zabrałaś mi prawdziwych rodziców! Potem, po siedemnastu latach, przyjeżdżasz sobie jak gdyby nigdy nic i podbijasz serca moich zastępczych rodziców, którzy świata poza tobą nie widzą. Jeszcze tylko tego brakowało, byś zabrała mi brata, co może się niedługo stać, bo widzę, że już go sobie owinęłaś wokół palca. A może i na chłopaka masz chrapkę? - wyrzuciła z siebie najszybciej jak tylko potrafiła. Chyba dlatego, bym nie mogła jej przerwać.
    Musiałam chwilę przemyśleć jej słowa. Miała rację. Nie tak powinno być. Ona zasługiwała na rodzicielską miłość tak, jak każdy na świecie. Tylko jak jej wytłumaczyć to, że nie robiłam tego specjalnie? Przecież gdy nas zamienili, miałam zaledwie kilka dni. Co, miałam wstać i krzyknąć "Ej, nie róbcie tego, to niesprawiedliwe!"? To było niemożliwe. Gdy miałam się spotkać z Eve i Borisem, bałam się cholernie, że mnie nie zaakceptują. Skąd mogłam wiedzieć, że od razu mnie pokochają? Że ot tak odrzucą Mayę?
"Przestań!" - skarciłam się. - "Wcale jej nie odrzucili. Po prostu cieszą się, że do nich przyjechałam, że mogą mnie poznać".
    Wszystko to pragnęłam jej powiedzieć. Lecz nie chciała mnie słuchać. Przerwała mi w połowie pierwszego zdania.
    - Nie tłumacz się. Wiem, co powiesz, że przepraszasz, że ja nie jestem jakąś ostatnią łamagą, że mnie również kochają, że nigdy czegoś takiego nie chciałaś. Ale mam gdzieś twoje przeprosiny. To nic nie zmieni. Jestem na ciebie zła i chyba nigdy nie wybaczę ci tego, że przez ciebie nie miałam udanego dzieciństwa, że przez siedemnaście lat żyłam z myślą, że jestem gorsza. Bo dla was ludzie to gorszy gatunek. Może tego nie mówicie, ale widać jak się do nas odnosicie. Jesteśmy waszymi służącymi. Tak jak ja dzisiaj przy obiedzie. Obsługiwałam cię! Co to ma być? O nie, ja nie pozwolę się tak traktować! Dzisiaj zrobiłam to tylko i wyłącznie dlatego, że Eve mnie o to poprosiła i że jesteś naszym gościem... Choć pewnie od dzisiaj to twój nowy dom, prawda? Sorry, ale nie dam sobą pomiatać! - wykrzyczała się i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
    Siedziałam osłupiała przez parę chwil. Nic do mnie nie docierało. Nawet to, że podszedł do mnie Filip.
    - Nie martw się. Przejdzie jej. Jest zazdrosna to tyle. Ma trudny charakter - uśmiechnął się do mnie, kładąc mi dłonie na rękach. - I wcale nie miała złego dzieciństwa. Wszystko wyolbrzymia. Mamy szczęście, że los dał nam takich rodziców jak mama i Boris. Ona po prostu uważa, że jej biologiczni rodzice to bogowie. A chyba wcale tak nie jest, prawda?
    Pokiwałam głową, zdziwiona, że tyle o mnie wie.
    - To prawda. Nie byli jacyś super. Do tego jeszcze dwóch młodszych braci bliźniaków....
    - Jacy byli twoi rodzice? - zapytał nieśmiało.
    - Sama nie wiem. Wymagający, nigdy za nic mnie nie pochwalili, ale cały czas wymagali ode mnie więcej i więcej. Ojciec cały czas się czepiał, a mama była porypana i to konkretnie. Rozpieszczali bliźniaków na maksa. Teraz jak się tak zastanawiam, to myślę, że mogli przeczuwać, że nie jestem ich prawdziwą córką. No bo w sumie to nie byli źli ludzie. Po prostu mnie traktowali surowiej. Nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć... Kochałam ich, ale bez przesady. Dobrze, że nie są moimi prawdziwymi rodzicami. W sumie, nigdy nie widziałam podobieństwa między nami. Ja dobrze się uczyłam, a oni ledwo zdawali z klasy do klasy. Lubię czytać, a oni w rękach mięli co najwyżej szkolne podręczniki. W miarę ładnie rysuję, a z tego co wiem, to oni takiego talentu nie posiadają... Może trochę mama, ale potrafi tylko szkicować. - Filip kiwał powoli głową ze zrozumieniem. - Ale proszę, nie rozmawiajmy o tym, co? - zaproponowałam. - Pogadajmy o czymś weselszym.
    - Czyli o czym?
    - Jakie masz plany na jutro? - zainteresowałam się. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony. - No co? Jestem ciekawa, co mój braciszek zamierza jutro robić - uśmiechnęłam się.
    - Nie wiem, nie myślałem o tym - odpowiedział. - Ale mama będzie pewnie chciała pobyć trochę czasu z tobą. Jestem tego prawie pewny.
    - Och, bardzo bym chciała. Tylko nie wiem, jak z nią rozmawiać. Nie jestem pewna, co powinnam mówić, a czego nie.
    - Po prostu bądź sobą. A rozmawiać, rozmawiaj tak, jak teraz ze mną.
    - Chyba masz rację. Dzięki - zaśmiałam się.
    - Ja zawsze mam rację.
    - I jesteś jak zwykle skromny - wytknęłam w jego kierunku język. Śmiał się cicho tym swoim niskim wampirowym głosem. - Cieszę się, że cię mam. I że namówiłeś mnie, bym tu przyjechała. A teraz, jeśli pozwolisz, chciałabym zadzwonić do Prue, obiecałam jej.
    - To nie przeszkadzam - powiedział i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Oparłam głowę o poduszkę i czekałam.
    Odebrała po chwili.
    - Halo?! - usłyszałam.
    - Cześć, jak kazałaś, tak dzwonie - zameldowałam.
    - Cieszę się. I jak? - zapytała. Coś robiła, bo w tle słyszałam ciche szuranie, czy buczenie.
    - W porządku. Lepiej niż się spodziewałam - zaczęłam jej opowiadać o mamie i Borisie. Na koniec wspomniałam o Mayi. - Tylko ona mnie nie lubi. Twierdzi, że ukradłam jej życie, rodzinę nie wiem w sumie, nadal nie mogę tego ogarnąć. A jak tam u was?
    - Nudno - westchnęła. - Nie ma co robić. Do południa grałam z Chrisem, Tomem i jakąś laską w siatkówkę. Oczywiście ja i Tomi wygraliśmy - opowiedziała mi o zakładzie, który wygrała. - A tak, to nic ciekawego. Ty miałaś o wiele bardzie interesujący dzień. O której Alice wyląduje w Osace?
    - Nie wiem, ale na pewno za ładnych parę godzin. Nie przejmuj się, zadzwoni do nas - zaśmiałam się cicho.
    - Wiem, po prostu się martwię. Tyle się teraz mówi o katastrofach. Dobra, zero smutnych tematów! Wszystko będzie ok! Opowiadaj jeszcze o Manchesterze! Byłaś już na mieście? - mówiła jak nakręcona katarynka. Szybko i bez konkretnego ładu.
    - Niestety nie, ale może pójdę jutro. Lub później... Zależy od mamy. Filip mówił, że będzie chciała ze mną porozmawiać. Założę się, że przybliży mi historię rodziny, wiesz pokrewieństwo z Czarodziejkami i te sprawy.
    - Och! To super! Jak ja bym chciała o nich posłuchać!
    - Wszystko Ci opowiem. Dla ciebie zapamiętam każde wypowiedziane przez mamę słowo na ten temat.
    - Dzięki - usłyszałam jej śmiech.
    Gadałyśmy przez kolejne dwadzieścia minut. Naszą rozmowę przerwał nam Filip.
    - Mama powiedziała, że za pół godziny kolacja i żebyś zeszła na dół.
    Pokiwałam tylko głową i pożegnałam się z Prue. Obiecałam, że zadzwonię, gdy tylko coś się wydarzy. Potem poszłam śladem brata do kuchni.


~~*~~*~~*~~*~~

    Hej ;* Oj wiem, dziwnie zrobiłam z tą Alice. Ale dopiero teraz się skapnęłam, że to jest źle rozmieszczone. No nic, mam nadzieję, że nie będziecie mi tego wytykać :) Historię Edwarda Castle'a pomagała mi pisać Marchewa ;*
    Dzisiaj mój blog kończy pierwsze urodziny :) Dlatego proszę, SKOMENTUJCIE. Zróbcie mi taki mały prezent :) Tak w ogóle, to cieszę się z tych ponad 6000 wyświetleń *,* Dla mnie jest to duża liczba, za którą chcę Wam ogromnie podziękować ♥
    Jak ocieniacie ten rozdział, całego bloga w skali  1-10? Dlaczego tyle a nie więcej/mniej? Ja dałabym... No może teraz nie powiem :) Dowiecie się pod następnym rozdziałem :)
No to do zobaczyska!
Zuza♥