Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lake. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

~5. "...jak ja mam wrócić?"

Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,
pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości.
Kiedy wymawiam słowo Cisza,
niszczę ją.
Kiedy wymawiam słowo Nic,
stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie. 
- Wisława Szymborska




~~ Bella ~~

   Siedziałam wieczorem w bibliotece i kończyłam swoją pracę domową na jutrzejszy dzień. Nie była ciężka, ale robiłam ją przez dobrych kilka godzin, ponieważ nie potrafiłam się na niej skupić. Czytałam kilka razy polecenie, potem pisałam parę zdań, zamyślałam się, a kiedy w końcu wróciłam na ziemię, wszystko zaczynałam od początku. Doprowadzało mnie to do szału, lecz nie umiałam nad tym zapanować. Myśli same uciekały mi do tragicznych wydarzeń sprzed kilkudziesięciu godzin.
    Alex obiecał, że jak tylko upora się z własnymi lekcjami, przyjdzie do mnie. Jak na razie siedziałam sama w cichym i najdalszym zakątku biblioteki, który już dawno temu sobie upodobałam. Lubiłam przychodzić i siadać właśnie tam, przy stoliku pomiędzy ostatnimi rzędami półek. Na przeciwko znajdowało się okno, delikatnie zasłonięte przez szafę, ale i tak widziałam pochmurne niebo.
    Stolik był nieduży, ale spokojnie zmieściłaby się koło mnie jeszcze jedna osoba, która odrabiałaby lekcje. Miałam ten luksus, że mogłam się rozłożyć na całym biurku oraz zająć drugie krzesło i nie ściskać się ze wszystkimi książkami, których potrzebowałam do napisania odpowiedzi na temat zadany przez nauczycielkę. Niewielka lampka oświetlała cały stolik oraz kawałek ściany. Reszta biblioteki pogrążona była w półmroku. Jedynie przy biurku bibliotekarki oraz przy tych stolikach, które stały niedaleko niej, świeciły nieco mocniejsze oraz większe światła, tym samym rozpraszając mrok.
    Chłopak mnie nie zaskoczył. Słyszałam jego kroki oraz bicie serca już z daleka. Nie wiedziałam, dlaczego tak się działo, ale pasowało mi to. Odkąd wróciliśmy do szkoły, odkąd wyznaliśmy sobie miłość, staliśmy się dla siebie jeszcze bardziej bliscy niż wcześniej. I to jakoś oddziaływało na mój instynkt, może na moją moc. Nie byłam tego pewna. Wiedziałam jednak, że od tamtej pory zawsze wiedziałam, kiedy Alex był niedaleko mnie.
    Pocałował mnie na powitanie a potem zrzucił moją torbę i parę książek, które na niej leżały, na ziemię po czym sam usiadł na krześle. Zajrzał mi przez ramię, w jakim punkcie swojej pracy domowej utknęłam i westchnął przeciągle.
    - Ile ci to jeszcze zajmie? - zapytał, opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
    - Czy ja wiem... - Wzruszyłam ramionami, przeglądając notatki. Przetarłam oczy, by móc lepiej widzieć oraz odgonić senność. Nie mogłam teraz sobie pozwolić na chwilę słabości, choć byłam już trochę zmęczona. - Jeszcze chwilę i powinnam skoczyć. - Zerknęłam na Alexa i uśmiechnęłam się delikatnie. Chłopak zerknął na zegarek.
    - Masz dokładnie trzynaście minut i dwadzieścia dwie, jeden sekund - odliczał, wpatrując się w zegarek, który nosił na nadgarstku.
    - Nie przeszkadzaj mi jeszcze przez moment to zdążymy spokojnie na kolację - powiedziałam tylko i zabrałam się do pracy. Chłopak tymczasem posłusznie oddalił się od stolika i zajął się przeglądaniem książek, które stały na najbliższym regale.
    Zaczynałam pisać podsumowanie, kiedy przed oczami pojawiła się delikatna mgła. Mrugnęłam kilka razy, sądząc na początku, że to ze zmęczenia. Jednak nawet przetarcie pięściami nie pomogło. Wtedy już upewniłam się, że to coś, co przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach. Jęknęłam cicho a długopis wypadł mi z ręki i poturlał się pod stół. Usłyszałam ciche kroki Alexa, ale nie zauważyłam już jego twarzy, gdy pochylił się nade mną, by zobaczyć, co się stało. Przed moimi oczami ukazała się ogromna polana, na której bujnie rosła trawa przemieszana z ziołami oraz kolorowo kwitnącymi kwiatami. Słońce oświetlało całą łąkę. W oddali dostrzegłam las, lecz nie zainteresowałam się nim ani trochę. Moją uwagę przykuło jezioro, więc to tam skierowałam swoje kroki. Kiedy byłam już nieco bliżej, zobaczyłam drewniany pomost, a na nim dwie osoby. Nie rozpoznałam ich od razu, choć wydawały mi się znajome. Dopiero kiedy usłyszałam głos dziewczyny, przystanęłam, zdziwiona, zbyta z tropu.
    - Pięknie tutaj - szepnęła rozmarzonym głosem, rozglądając się dokoła. Bose nogi moczyła w wodzie, co jakiś czas huśtając nimi i wprawiając wodę w delikatni ruch. Odgarnęła długie włosy do tyłu i odchyliła lekko głowę.
    - Prue? - szepnęłam. Miałam ochotę podbiec do niej i uściskać ją, nawet zrobiłam kilka chwiejnych kroków, lecz po chwili dotarło do mnie, że to tylko moja wizja, że oni mnie nie zobaczą.
    - Tak - odpowiedział jej chłopak. David nie wydawał się zachwycony pięknem tego miejsca. Zachowywał się, jakby gdzieś mu się spieszyło. Siedział obok siostry jak na szpilkach, rozglądając się nerwowo to tu to tam.
    - Mieszkasz tutaj? Gdzieś w pobliżu? - zainteresowała się, zerkając na blondyna. Tymczasem ja stanęłam za nimi i przysłuchiwałam się tej rozmowie, nie bardzo wiedząc, dlaczego taka wizja mnie nawiedziła.
    - Nie. Mieszkam u Nyks, tam jest jeszcze piękniej niż tutaj. Tam jest ogromne miasto, choć nie takie jak na ziemi. Nie ma tam samych murów. Tam przeważają rośliny, drzewa, kolorowe kwiaty, dużo domów jest z drewna lub kamieni, które są jasne i nie ponure jak beton. Tam jest całkiem inaczej niż tutaj. Mówiłem ci, jesteśmy w Przedsionku, a jak sama nazwa mówi, to dopiero początek drogi - wyjaśnił.
    - Tam, to znaczy gdzie? - zapytała, ciekawa wszystkiego.
    - No już mówiłem, w mieście Nyks. Tak to między sobą nazywamy, bo nikt nigdy tego miejsca nie nazwał. - Wzruszył ramionami.
    - My?
    - Wszyscy inni zmarli - odpowiedział, spuszczając głowę.
    - Już nie mogę się doczekać, aż tam dotrę - westchnęła. - Kiedy tam pójdziemy? - zapytała ożywiona.
    - Prue, słuchaj - powiedział poważnie. Dziewczyna spojrzała na niego zaciekawiona, z uśmiechem a ustach. - Ty... Ty nie możesz iść dalej. Nyks... ona kazała mi cię zawrócić. Wyjaśnić... Cholera, to nie jest twoje przeznaczenie być tutaj! - zawołał.
    - Ale David? - pisnęła cicho. - Przecież tutaj jestem...
    - Ale musisz wrócić. Musisz wrócić i zapobiec rzezi, która niedługo nastąpi - powiedział smutno.
    - Jakiej rzezi? - spytała szeptem.
    - Nasz ojciec kazał pojmać i stawić przed sąd wszystkie Wampiry, co do jednego. Jest strasznie zły za to, co nam się przydarzyło. Chce się zemścić za naszą śmierć. Pragnie złapać wszystkich i ich zabić. A ja boję się o Becky. Nie mam pojęcia, jak przeżyje śmierć kolejnej, tak bliskiej dla niej osoby. Jeżeli Derek dowie się, że chodzi z Wampirem, nie dosyć, że jego zabiją, ona również może mieć kłopoty...
    Obie słuchałyśmy wyznań Davida z niemałym przejęciem. Chłonęłam każdą informację, ponieważ wszystko wydawało mi się ważne na wagę złota. Becky i Louis są w ogromnym niebezpieczeństwie - zakodowałam pierwszą wiadomość. Prue musi wrócić na ziemię, by im dopomóż - druga wiadomość.
    Potrząsnęłam głową i spojrzałam na koleżankę i jej brata. Zaraz że co? Czy on przed chwilą powiedział, że Prue wróci? Że znów będzie z nami chodziła na zajęcia, że w końcu wszyscy będą szczęśliwi?
    - Ale David, jak ja mam wrócić? - zadała najważniejsze pytanie. Chłopak zwiesił ramiona, odnalazł dłonią jakiś kamyk i rzucił nim w jezioro.
     - Właśnie w tym tkwi problem, że nie mam zielonego pojęcia - szepnął zmęczony.
    Ostatni raz spojrzałam na tę dwójkę. Łza w oku mi się zakręciła, więc przymknęłam powieki. Kiedy je znów uchyliłam, dostrzegłam stojącego nade mną Alexa.
    - Wszystko w porządku? - zapytał z przejęciem. Pokiwałam delikatnie głową.
    - Muszę spotkać się z Becky, Chrisem i pozostałymi - oświadczyłam, zbierając w pośpiechu swoje rzeczy.
    - Ale co się stało? - zawołał chłopak, pomagając mi.
    - Chodź, nie marudź - powiedziałam, pociągając go za sobą.
    Modliłam się, by cała paczka jadła jeszcze wspólnie kolację. Zwykle tak robili, więc miałam nadzieję, że i tego wieczoru zasiedli do posiłku wspólnie. Wpadłszy do stołówki, od razu ruszyłam w stronę ich stolika. Wszyscy podnieśli na mnie wzrok zaintrygowani. Opadłam na najbliższe krzesełko i przez moment czekałam, aż unormuję oddech. Potem zaczęłam opowiadać swoją wizję. Im dalej brnęłam w historię, tym więcej uśmiechu pojawiało się na twarzach zebranych.
    - A nie mówiłem? - zawołał Shane, jeszcze zanim dobrnęłam do końca opowieści.
    - Czyli... czyli to prawda? - zapytał Chris. W jego oczach dostrzegłam łzy przemieszane z niedowierzaniem, ale i nadzieją, wiarą na powrót ukochanej. Pokiwałam tylko głową, ponieważ sam jego widok spowodował, że się wzruszyłam. On naprawdę kochał Prue. - Przepraszam - szepnął tylko, wstał od stołu i wyszedł. Wszyscy spoglądaliśmy za nim, jednak nikt tego nie skomentował. Każdy z nas wiedział, że chłopak musiał wszystko sam sobie poukładać i zmierzyć się z tym w pojedynkę.
    Wśród całego tego zamieszania zapomniałam o czymś, co okazało się być później kluczowe. Kiedy w końcu sobie o tym przypomniałam, było o wiele za późno, by naprawić mój błąd.

~~*~~*~~*~~*~~

    Hej, witam Was serdecznie pod koniec wakacji <3 Kurczę, rozdział chyba nieco krótszy, ale nie chciałam już niczego innego w nim opisywać.
    Jak tam przygotowania do roku szkolnego? Ja kompletnie tego nie czuję, nie wyobrażam sobie tego, że już niedługo, już tuż tuż, będę w szkole O.o Mam jedynie nadzieję, że mój plan lekcji pozwoli mi na pisanie nowych rozdziałów :D

wtorek, 21 lipca 2015

~2. "Witaj w Przedsionku!"


"Nie możesz zmienić przeszłości, ale przeszłość zawsze powraca, żeby zmienić Ciebie. Zarówno Twoją teraźniejszość jak i przyszłość." - Jonathan Carroll




~~ Prue ~~

    Pierwsze, co poczułam to ból. Z początku słaby, potem przerodził się w coś strasznego. Obezwładniającego. Emanował do wszystkich części mojego ciała. Czułam go wszędzie; w głowie, brzuchu, plecach, w ramionach, nogach i palcach. A potem zniknął. I pozostała pustka.
    Zdążyłam zobaczyć całe swoje życie, nim uchyliłam powieki. Kolejne sceny przesuwały mi się przed oczami, przypominając, jak barwne wiodłam życie. Na początku nikogo nie rozpoznałam. Wydawało mi się, że skądś znam nieznajome mi twarze, lecz nie potrafiłam sobie przypomnieć, czy to wróg, a może najlepszy przyjaciel? Spoglądałam na emocjonujące mecze siatkówki, niezliczone godziny przesiedziane nad książkami, mnóstwo rozmów z chłopcami oraz z jedną blondynką. Kiedy ujrzałam wysokiego, wysportowanego blondyna, który się do mnie uśmiechał łobuzersko, serce zabiło mi szybciej. W jego oczach tańczyły złote iskierki, kiedy pochylił się nade mną i pocałował w usta. I wtedy wszystko sobie przypomniałam, wszystkie ich imiona, wszystko, co z nimi wiązałam. Chris - mój chłopak, Rose - najlepsza przyjaciółka, David - brat bliźniak. To oni jako pierwsi pojawili się w moich wspomnieniach. Potem zobaczyłam kolejne twarze, do których, po zastanowieniu, dodałam imiona. Alice, Becky, Damien, Bella, Tom... Serce ścisnęło mi się, widząc ich wszystkich. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak za nimi tęskniłam. Cieszyłam się tylko, że potrafiłam nazwać uczucie, które opanowało całą mnie.
    W pewnym momencie przybył też i Liam. Jak zwykle uśmiechnięty, skinął w moją stronę delikatnie głową i ruszył przed siebie. Chciałam za nim pobiec, lecz jakaś niewidzialna siła trzymała mnie w jednym miejscu. Właściwie... Wyglądało na to, że stałam  na ulicy, lub w jakimś korytarzu. Po jednej i po drugiej stronie wznosiły się wysokie ściany a przede mną rozciągała się długa droga. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek byłam w tym miejscu. Nie przypominałam sobie.
    I znów sceneria się zmieniła. Tym razem doskonale poznałam swój pokój w internacie w Dundee. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Przynajmniej tak wydawało mi się na pierwszy rzut oka. Pościelone łóżka, ułożone w stos książki na stoliku nocnym, plakaty różnych zespołów powieszone na drzwiach szafy. Łza zakręciła mi się w oku. I znów nie miałam pojęcia, dlaczego jest mi przykro z powodu tego, że widzę sypialnię, którą dzieliłam z przyjaciółkami. Zamknęłam oczy i pozwoliłam łzom swobodnie płynąć.
    Kiedy powtórnie je otworzyłam, oślepiło mnie jasne światło. Zmrużyłam oczy i zasłoniłam twarz dłonią. Usiadłam. Rozejrzałam się dokoła, przyzwyczajając wzrok do nagłej jasności. Siedziałam na ogromnej polanie, na której swobodnie rosła trawa i mnóstwo kolorowych kwiatów. Naprzeciwko mnie, dość daleko, dostrzegłam las. Wstałam i otrzepałam swoją sukienkę z zielonych źdźbeł. Obejrzałam ją dokładnie. Była naprawdę śliczna - złote zdobienia na gorsecie opinającym pierś do tego dół  opadający przed kolano kaskadą delikatnie pomarańczowych fal. Naturalną talię podkreślił wąski pasek z kokardką z przodu. Na nogach miałam sandałki na koturnie. Musiałam wyglądać naprawdę elegancko. Pytanie tylko: dlaczego?
    Zrobiłam parę kroków w stronę jeziora, które dostrzegłam niedaleko. Znajdował się tam drewniany pomost, na którym spokojnie mogłabym usiąść i pomyśleć. Tak też zrobiłam. Kiedy już się znalazłam nad zbiornikiem, zerknęłam na jego wody. Wydawały się takie spokojne i czyste! Na brzegach rosło mnóstwo roślin, na tafli jeziora unosiły się białe kwiaty oraz szerokie liście lilii. W gęstwinach dostrzegłam tatarak. Przymknęłam oczy, rozkoszując się zapachem oraz cudowną ciszą, która zaległa nad jeziorem.
    Niespodziewanie coś zasłoniło mi słońce, na którym się wygrzewałam, zastanawiając się, co robić dalej. Moje rozmyślania jednak spełzły na niczym, ponieważ natura doskonale rozpraszała moje myśli. Uchyliłam powieki i ujrzałam wysokiego chłopaka stojącego nade mną. Nie mogłam zobaczyć twarzy, ponieważ stał w słońcu. Dopiero, kiedy ukucnął, dostrzegłam znajome rysy twarzy, blond czuprynę i niebieskie oczy, takie jak moje. Uśmiechnął się do mnie, a ja rzuciłam się na niego jak wariatka. Rozpłakałam się, wtulając się w tak dobrze znane mi ciało, które towarzyszyło mi już od chwili poczęcia.
    - Hej - powiedział, śmiejąc się z mojej reakcji, lecz mocno mnie przytulił. Siedzieliśmy tak, nic do siebie nie mówiąc, dobrych kilka minut. Brakowało mi go. Nie wiedziałam, dlaczego, ale czułam, jakbym zapełniła jakąś pustkę, którą nosiłam w sobie. Dopiero, kiedy zobaczyłam swojego brata i się do niego przytuliłam, byłam naprawdę szczęśliwa.
    - Dzień dobry, braciszku- szepnęłam, uśmiechając się do niego. - Tak się cieszę, że cię widzę! - zawołałam, wycierając nos w podaną przez Davida chusteczkę. On również ubrał się odświętnie. Nosił białą koszulę i niedbale zawiązany czarny krawat oraz czarne spodnie od garnituru. Niezwykle rzadko widziałam go w takim zestawieniu.
    - Ja też - przyznał. - Nawet nie wiesz, jak się za tobą stęskniłem. Opowiadaj, co u ciebie słychać? - zawołał, siadając obok mnie. Spojrzałam na niego zdziwiona.
    - Jak to, co u mnie? Przecież mieszkasz ze mną w tej samej szkole, widzimy się codziennie na zajęciach, na posiłkach, po lekcjach... Chyba wiesz, co u mnie - powiedziałam niepewnie. Teraz to on spojrzał na mnie jak na wariatkę. Szukał czegoś w moich oczach a kiedy się upewnił, że mówię prawdę, westchnął.
    - Czyli nic nie pamiętasz? - Zgarbił się. Zasmucił się.
    - A niby co miałabym pamiętać?
    - To, co się ze mną działo przez te pół roku...
    - O czym ty mówisz? Możesz jaśniej? Bo nic z tego nie rozumiem. - Zaczęłam się denerwować. O czym ważnym zapomniałam?
    - Chodź, pokażę ci - odparł tylko, pociągnął mnie za rękę i poszedł przed siebie, wzdłuż jeziora. Szłam za nim co chwila potykając się o większe kępy trawy czy splątane rośliny. Nim się obejrzałam, doszliśmy do pierwszych drzew, które składały się na ciemny las. Weszliśmy pomiędzy nie i skręciliśmy w lewo. Moim oczom ukazał się konar powalonego drzewa. Ale nie byle jaki. Ten zakończony został czymś jakby płytką misą, wypełnioną po brzegi gęstą cieczą. Kiedy stanęliśmy po przeciwnych stronach naczynia, David zanurzył z nim palec wskazujący i przejechał nim po tafli. Spoglądałam raz na jego twarz, raz na misę, nie mogąc się zdecydować. W końcu brat nakazał mi, bym patrzyła na to, co dzieje się na powierzchni naczynia. Już miałam mu odpowiedzieć, że nic nie widzę, gdy coś zaczęło się dziać.
    Z początku był to tylko kolor. Czerwień. Potem obraz wyostrzył się i już spoglądałam na mojego brata, leżącego w skrzydle szpitalnym. Jego biała koszula poplamiona została krwią. A ja już wiedziałam, dlaczego tak się stało. Dotarła do mnie cała brutalna prawda.Całą resztę obrazu przesłoniły mi łzy. Znów poczułam ogromny ból, który zaczął targać całym moim ciałem. Szloch dało się słyszeć w całym lasie, wystraszyłam ptaki, które na sąsiednich drzewach, uwiły swoje gniazda. Ukucnęłam. Nie potrafiłam utrzymać się na nogach. Przeżywałam cały koszmar jeszcze raz. Od nowa. Oczyma wyobraźni zobaczyłam śmierć swojego brata, potem jego pogrzeb. Następnie przyszedł czas na rozpacz.
    Poczułam, jak chłopak mnie obejmuje. Wtuliłam się w niego, mając dziwne uczucie. Przed chwilą przypomniałam sobie, że nie żyje, a nadal mogę go dotykać...
    I wtedy ze zdwojoną siłą dotarło do mnie, co działo się ostatnimi czasy. Jak szukałam ojca, jak w końcu go odnalazłam, a kiedy zaprowadziłam do Starka, rozpętała się wojna. Doskonale zapamiętałam walkę z Harrym, śmierć Liama. A potem własną. Rozpłakałam się jeszcze bardziej, choć już nie wyłam jak wcześniej.
    - Przepraszam - szepnął mi do ucha David z wielką skruchą w głosie. - Nie miałem innego wyjścia. Musiałaś dowiedzieć się, co się stało. Wybacz mi, nie chciałem, byś znów płakała. - Głos mu się załamał, ale na szczęście nie uronił ani jednej łzy.
    - Dobrze zrobiłeś - chlipnęłam, pociągając nosem. Najgorsze minęło. Nadal czułam ogromny ból, ale potrafiłam sobie z nim poradzić. W końcu znosiłam go przez pół roku. Nie potrafiłam jednak zapanować nad drganiem rąk, które tylko przypominały mi o mojej śmierci. Tak samo, jak piekący ból brzucha, który od czasu do czasu upominał się o uwagę. Zebrałam się jednak w sobie, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej się dało. - Inaczej nie przypomniałabym sobie, że znalazłam ojca. - Uśmiechnęłam się do Davida.
    - Zrobiłaś to? - zawołał. Usłyszałam w jego głowie niedowierzanie oraz wielką dumę. - Musisz mi o wszystkim opowiedzieć! Skąd wiedziałaś, że żyje? Gdzie był?
    - Może chodźmy stąd, co? Nie za fajnie się tutaj czuję - przyznałam szczerze. Chłopak zgodził się ze mną, więc już po chwili znów siedzieliśmy nad jeziorem.
    Opowiedziałam mu wszystko, co działo się u nas, odkąd go z nami nie było. Wszystko, co pamiętałam, przekazałam bratu. Oczywiście nie obyło się bez emocji, lecz już starałam się je bardziej kontrolować. W końcu od jakiegoś czasu byłam mistrzynią w ukrywaniu uczuć.
    David cieszył się ze wszystkiego, zadawał dużo pytań, był naprawdę ciekawy tego, co się działo u nas. I choć wydawało mi się, że o pewnych sprawach wie, nie drążyłam tematu. Wiedziałam, że gdyby chciał lub mógł, powiedziałby mi.
    Pod koniec swojej opowieści zrobiło mi się smutno. Zwiesiłam ponuro ramiona i zapatrzyłam na spokojne jezioro. Chłopak, widząc, że mój nastrój diametralnie się zmienił, objął mnie ramieniem.
    - O czym myślisz? - zapytał cicho, nie chcąc zaburzać niemalże idealnej ciszy wokół nas.
    - O nich. Jak sobie radzą beze mnie... Czy dużo płakali... A może wcale... Co teraz robią... Bo w końcu dotarło do mnie, że chociaż odnalazłam ciebie, straciłam ich wszystkich. I to wtedy, kiedy sprawa z Wampirami wydawałaby się zakończona... Przykro mi, że już ich nie zobaczę...
    David spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłam odczytać. Nie wiedziałam, co chciał mi w ten sposób przekazać. Milczał chwilę, lecz w końcu odezwał się.
     - Słuchaj, może wydać ci się to śmieszne, albo absurdalne czy coś, ale to miejsce... To nie jest to, gdzie powinnaś być. To nie jest twoje przeznaczenie... - zaczął tłumaczyć, lecz słuchałam go piąte przez dziesiąte. Bardziej zastanowiła mnie pewna inna rzecz.
    - A właściwie, to gdzie my jesteśmy? - zapytałam, rozglądając się dokoła.
    - Witaj w Przedsionku! - powiedział grobowym tonem, zdając sobie sprawę, że ani trochę go nie słuchałam.

~~*~~*~~*~~*~~

    Hej ;) Przepraszam Was za te drobne opóźnienia, ale w weekend byłam strasznie zajęta (ach te imprezki rodzinne oraz kibicowanie Polakom na meczach w Rio*,*), a kiedy usiadłam, by napisać rozdział, no to go nie skończyłam i tak wyszło ;) Mam nadzieję, że jest w porządku. Piszcie, co o nim myślicie ;) A w wolnej chwili zapraszam na nowego bloga ;)